Podania i legendy płockie

wtorek, 15 marca 2011

Witajcie !


  Jesteśmy uczennicami Zespołu Szkół nr 5 w Płocku. Autorkami są:
- Natalia Portacha
- Karolina Gontarek
- Andżelika Piórkowska
- Wiktoria Wereszczyńska 
 Chodzimy do klasy II gimnazjum. Mamy wiele różnych zainteresowań, jednym z nich jest tradycja, kultura i dzieje naszego miasta Płocka. Wpadłyśmy na pomysł aby podzielić się z Wami tymi informacjami.  


Naszym celem jest przekazać Wam wiele interesujących informacji związanych z Płockiem w tym podania i legendy. Mamy nadzieję, że Was one zaciekawią.

Zapraszamy do zapoznania się z nimi
!







Kilka naszych wspólnych zdjęć :
















 O hejnale płockim.


Na tej stronie można wysłuchać hejnału płockiego oraz dowiedzieć się o jego powstaniu :
http://www.ump.pl/main.php?cid=poznaj&iid=hejnal

Zapraszamy do czytania naszego bloga :).
                                            

wtorek, 1 marca 2011

                                           Legenda o powstaniu hejnału płockiego







ziało to się w czasach, gdy Płock był miastem stołecznym, bo tam właśnie mieszkali władcy Polski. Bolesław bardzo często opuszczał Płock, na łowy lub na wyprawy wojenne. Towarzyszył mu wuj Miłosz, który potrafił znakomicie grać na rogu. Miał je trzy. Największy to róg bojowy, drugi to róg myśliwski, a trzeci róg obozowy.Pewnego razu w czasie wyprawy przeciw Pomorzanom książe Bolesław obległ jeden z dworów i szybko go zdobył. W niedzielny dzień wojska odpoczywały. Po południu książe wraz z kilkoma rycerzami chodził i podnosił wojowników na duchu. Po rozmowie ze wszystkimi dowiedział się, że Miłosz jest na łące i udał się w jego kierunku. Spostrzegli go siedzącego pod drzewem oraz grającego na fujarce. Bolesław zmagał go za samotne oddalenie się od obozu. Ten zaś przeprosił i powiedział, że tęskni za Płockiem i swoją przyszłą małżonką, Radochną, a melodia, którą grał to jego ulubiona piosenka. Opowiada ona o Wiśle zakochanej we wzgórzu, która stara się popłynąć jak najbliżej niego, żeby się w ten sposób przytulić.
 Nazajutrz rozpoczęła się bitwa. Jeden z wojów strzelił z łuku w kierunku księcia. Gdy Miłosz to dostrzegł stanął przed nim i obronił własną piersią. Po wygranej bitwie, podczas wieczornego obchodu książe na dłużej zatrzymał się u Miłosza. Powiedział, że będzie mu go brakowało podczas powrotu do Płocka, a następnie dobył miecza i pasował go na rycerza w obecności całego wojska. Dodał jeszcze, że takie miasto jak Płock potrzebuje hejnału i zostanie nim właśnie ta melodia, którą Miłosz grał na łące.
















poniedziałek, 28 lutego 2011

"Gawęda o narodzeniu Bolesława"



 awno temu, przed wiekami w płockim zamku książę Władysław Herman i księżna Judyta czekała na potomka.  Ze smutkiem patrzyła na wesołe, bawiące się dzieci, ponieważ sama nie mogła do urodzić. Była ona bardzo dobra i uczciwa, kochała swego męża, a on kochał ją. Podstawowym obowiązkiem było jednak wydanie potomka mężnego i silnego, następnego władcę. Pragnęli oni dziecka tak bardzo, że wzywali medyków. Judyta piła zioła i mikstury, stosowała najdziwniejsze sposoby, lecz nie pomagało. 
 Pewnego ranka księżna pochyliła się, aby wspomóc żebraczkę przed drzwiami kaplicy. Ta chwyciła rąb jej sukni, przycisnęła do ust i zaczęła dziękować oraz chwalić Judytę. Powiedziała jej również, że możliwym jest, że poprzednia żona króla, z którą doczekał się syna, rzuciła na nią urok, by ta dziecina spłodzić nie mogła i aby jej syn na tronie zasiadł. Od tego czasu księżna się niepokoiła i częściej się modliła. 
Kiedyś jednak, gdy biskup na dwór przybył, iskierka nadziei zaczęła jaśniej świecić w sercach pary książęcej. Opowiedział im on, iż w ziemi francuskiej jest pewien święty, który spełnia wszystkie pobożne prośby. Radził, aby posłali oni do niego umyślnych z hojnymi darami. 
Tak też zrobił. 
Długą i męczącą podróż przebyli posłańcy, jednak nie na próżno. Po złożeniu darów i gorliwej modlitwy, zesłał Bóg dziecko Judycie i Władysławowi. Po 9 miesiącach urodziła księżna synka, któremu nadała imię Bolesław. Szczęśliwa matka tak cieszyła się potomkiem, że nikomu karmić go nie dała, wszystko przy nim sama chciała zrobić. 
 Pewnego dnia zmęczona położyła się przy nim i podziękowała serdecznie Bogu i odeszła.
  Cały dwór lamentował po jej stracie, a małemu Bolesławowi wielkich rzeczy przyszło dokonać w przyszłości.



Kilka ciekawostek o  Bolesławie Krzywoustym: 


- ur. 20 sierpnia 1089, zm.  28 października 1138
- książę małopolski śląski i sandomierski w latach 1102-1107, książę Polski w latach 1107–1138. 
- pochodził z dynastii Piastów
- syn Władysława I Hermana  i Judyty czeskiej
- ojciec książąt: Władysława II Wygnańca ,Kazimierza II Sprawiedliwego,Bolesława IV Kędzierzawego,Mieszka III Starego,   Henryka Sandomierskiego i Kazimierza II Sprawiedliwego.
- żona: Zbysława Świataopełkówna, Salomea z Bergu
  
"Proroctwo" -  Agnieszka Jakubowska, Grażyna Rybicka

rzypomnę masy odległe wielce, 
Ale pamiętać je trzeba, 
Jak się umacniał na tumskim wzgórzu 
Gród z woli ludzi i nieba.

Był dzień ponury, smutny jak jesień,
Mgły ciche miasto spłoniły.
Pod bramą zamku trzy się postacie 
Niespodziewanie zjawiły.

Przybyły z pieśnią i nowinami, 
Zabawiać damy, rycerz.
Dwór im okazał wieść, jaką mieli
Wówczas wędrowni truwerzy.

Legend i bajan słuchał z podziwem
Dwór księcia mazowieckiego.
Wdzięczni pisarze odkryli dzieje
Przyszłości grodu płockiego.

A pierwszy truner mówi tak:

"Przyjdzie zaraza i zabierze żniwo, 
Ludzi żałobą okryje. 
Długo się miasto odradzać będzie, 
Zanim na nowo odżyje."

A drugi truner zaśpiewał tak:

"Pożary wielkie strawią ulice,
Wiatr będzie popiół rozwiewać.
Wiele lat minie, zanim powtórnie
Wzrosną domy i drzewa."

A trzeci truner zaśpiewał tak:

"Z naga na domy zacnego grodu
Szwedzka nawała uderzy.
W walce nierównej rycerz gorliwy
Z wrogami Płocka się zmierzymy."

W trwodze dworzanie pytać poczęli:

"Czy umrze miasto kochane?
Czemu Bóg ześle tyle cierpienia?
Czy ślad po nich jakiś zostanie?"

"Gród ocaleje" odrzekli mędrcy
"Niechaj niewiasty nie płaczą.
Wnuki, prawnuki go odbudują
Swą wytrwałością i pracą.

Z was wzór brać będą i naśladować
Zapragną was potomni.
Nikt z nich zasługi swoich praojców
Z wdzięczności już nie zapomni"

I tak się stało. Płock pięknie kwitnie,
Z tradycji czerpiąc swą siłę. 
Niech żyje miasto, kochane miasto
Ludziom i Bogu tak miłe."


   Legenda o duchu Siemowita







 awno, dawno temu w płockim zamku żył książe mazowiecki Siemowit III. Był on księciem nie znającym szczęścia w miłości. Jego pierwsza żona umarła, zostawiając władcę z piątką dzieci. Hojni panowie znaleźli mu drugą kandydatkę Ludmiłę. Para bardzo się od siebie różniła. On był typem samotnika, a ona duszą towarzystwa. Siemowit nie przebywał często w zamku. Nieżyczliwi donieśli mu, iż księżna szczególnymi względami darzyła jednego z dworzan - Dobka. Władca z początku nie wierzył, jednak kiedy książe zauważył, że Ludmiła coraz mniej czasu spędzała z mężem, a więcej z Dobkiem, kazał dworzanina wpędzić do lochu, ale ów zbiegł. Siemowit posłał sługi Ludmiły na straszne tortury. Te umierając w mękach cały czas świadczyły o niewinności księżnej. Nie sprawiło to jednak, że władca wierzył w wierność Ludmiły. Kazał ją i jej synka od razu po urodzeniu udusić. Córka Siemowita z pierwszego małżeństwa, Małgorzata, słysząc o zamiarach uduszenia dziecięcia, kazała go odbić i na swój dwór przyjąć. Po kilku latach odnaleziono Dobka i skazano na publiczne zamordowanie. Oprawcy dokonali po swym czynie  okrutnych oględzin. Odkryto wtedy, że młodzieniec był niewiastą. Książe dowiedziawszy się o tym nie opuszczał kaplicy przyzamkowej, ciągle się modląc. Słysząc o tym na dwór przybyła Małgorzata. Chcąc rozweselić ojca zaprosiła go do siebie. Siemowit poznał tam swojego syna, którego Małgorzata, chcąc uchronić przed śmiercią, zabrała go na zamek. Władca, widząc go od razu zobaczył w nim siebie samego. Przytulił pierwotnego i zaczął płakać. Władca starał się wynagrodzić młodzieńcowi brak matki, jednak sam cały czas wyjątkowo mocno odczuwał niewyobrażalny smutek po stracie ukochanej. Przed śmiercią jego ostatnim słowem było imię żony, co roku Siemowit pałęta się po korytarzach płockiego zamku. Płacze on tak niewinnie, że budzi w sercu każdego człowieka taki smutek, że ludzie wyprawiają msze w jego intencji. ,,Ludwika''.









        Siemowit III ok.1320 - 16 VI 1381 Siemowit III Mazowiecki - uważany przez historyków za jednego najwybitniejszych władców Mazowsza
        Żony :
1. ok.1340 - przed 1365: Eufemia, córka Mikołaja II, księcia opawskiego
2.. ok.1365 - 1368/70: nieznana z imienia (Ludmiła?) księżniczka ziębicka, córka Mikołaja Małego
        Potomstwo :
1.
Anna (1344 - po 1403)
Janusz (ok.1346 - 1429)
Eufemia (1352 - 1418/24)
Siemowit (ok.1352 - 1426)
Małgorzata (1358 - 1396)
syn (1361/64 - przed 1378)
syn (1362/65 - przed 1378)
2.
Henryk (1368/70 - 1392/93)

Władza Siemowita III :
        Siemowit III był drugim pod względem starszeństwa synem księcia mazowieckiego Trojdena I i córki władcy Halicza Jerzego I - Marii.
        w 1341 r. po śmierci ojca z młodszym bratem Kazimierzem odziedziczył księstwo czeskie
        od 1341r współrządził razem z bratem Kazimierzem I w Warszawie i Czersku,


  - Około 1349r. Siemowit III i Kazimierz zdecydowali się na podział ojcowizny, dzięki czemu starszy Siemowit został księciem w Czersku, Rawie i Liwie, podczas gdy młodszy Kazimierz zadowolił się środkową częścią Mazowsza z niewielką ówcześnie Warszawą.




        W 1355r. niespodziewanie zmarł książę warszawski Kazimierz I. Realna stała się wtedy groźba inkorporacji jego władztwa do korony polskiej. Kazimierz Wielki chcąc jednak ściślej podporządkować sobie całość Mazowsza - nie zdecydował się na przyłączenie księstwa do Polski, ale w zamian za hołd lenny oddał całość spadku Siemowitowi III. Dodatkowo władca Mazowsza zobowiązał się nie wchodzić w sojusze z wrogami Polski, umorzyć dług i zwrócić ziemię płocką Polsce (gdyby jednak Kazimierz Wielki zmarł bezpotomnie, księstwo płockie i to bez obowiązku lennego miało wrócić w ręce Siemowita). Trwałym nabytkiem Siemowita było również otrzymane od króla a wydzielone z Małopolski
        O tego momentu współpraca pomiędzy Siemowitem a Kazimierzem Wielkim układała się wręcz wzorcowo
        Po 1370r. obserwujemy zanik aktywniejszej polityki Siemowita III. Mogło być to spowodowane zarówno wiekiem księcia, jak i faktem zrealizowania celów politycznych Siemowita - zjednoczenie i usamodzielnienie Mazowsza.
        Siemowit III Mazowiecki - uważany przez historyków za jednego najwybitniejszych władców Mazowsza zmarł 16 czerwca 1381r. i został pochowany w katedrze w Płocku





piątek, 18 lutego 2011

O tym jak powstała sobótka












 awno dawno temu, w ogromnej jaskini na wzgórzu Tumskim mieszkał smok. Wbrew bardzo mylnemu wyobrażeniu stworzonemu przez ludzi, nie był on ogromną bestią, która ziała ogniem i pożerała ludzi. Przypominał on bardziej wielkiego jaszczura. Miał piękną złocistą szyję, która oplatała jego głowę, duże ciemne oczy, wspaniałe rozłożyste skrzydła, które podkreślały jego dojrzałość, potężne łapy zakończone ostrymi pazurami oraz długi ogon, który pieczętował drapieżny wygląd bestii.
   Wśród mieszkańców szerzył się obraz smoka jako upiornego bezwzględnego potwora. W rzeczywistości niegroźny jaszczur całe dnie spędzał w swojej norze, z której wynurzał się tylko w nocy, alby polatać nad miastem lub połowić ryby w Wiśle. Wbrew przekonaniom ludzkim jaszczur, jak każda istota, potrzebowała miłości i przyjaźni, a jeśli nie mógł tego otrzymać, bardzo cierpiał.
   Pewnego ranka, wbrew swoim zwyczajom, smok wyfrunął ze swojej jamy o świcie. Leciał jednak tak wysoko, że ludzie go nie dostrzegli. Skierował się w kierunku rynku, który owego ranka był wyjątkowo zatłoczony. Gdy utworzony harmider powoli ucichł jaszczur obniżył się, aby zobaczyć co spowodowało taki tłum. Ujrzał piękną dziewczynę, w której od razu się zakochał. Była ona przywiązana do stosu, na którym zaraz miała spłonąć, Gdy jeden z mężczyzn podszedł z pochodnią, aby podpalić stos, smok wylądował tuż przy nim i zdecydowanym wymachem łapy, przeciął sznury, które więziły Sobótkę, czyli ową dziewczynę. Zabrał ją do swojej groty i od tej pory spędzali razem całe dnie. Czarownica przywiązała się do jaszczura, ale nie chciała spędzić z nim reszty życia, więc pewnego wieczoru, gdy smok szybował po gwieździstym niebie, wspięła się po skarpie i uciekła do miasta.
   Tymczasem w mieście debatowano jak pozbyć się smoka. Wśród mieszkańców znajdował się niejaki Białowąs. Pewnego dnia mijając Sobótkę rozpoznał w niej wiedźmę. Obmyślił podły plan: chciał oznajmić smokowi, że jego przyjaciółka zginęła. Tak też zrobił.
   Po tej wieści smok umarł z żalu i tęsknoty za dziewczyną. Wieść o jego śmierci rozniosła się i dotarła też do Sobótki. Poszła ona do groty, a gdy ujrzała ciało jaszczura, usiadła na skraju groty i płakała tak długo, aż powstał zalew.
  "Sobótka w końcu umarła z żalu, ale ludzie do dzisiejszego dnia twierdzą, że ją widują jak przychodzi, siada ona na skraju groty i płacze."


 Smocza grota





Współczesne WzgórzeTumskie